Magiczna strefa komfortu!!!

Czym jest mityczna i tak często przywoływana strefa komfortu? Co ma w sobie takiego, że jedni o nią walczą, a drudzy mianują zabójcą rozwoju i jakiekolwiek postępu? I wreszcie, wyjść z niej czy zostać – oto jest pytanie!

Lepsza wersja siebie

Temat rozwoju i wychodzenia z własnej strefy komfortu wydaje się prosty. Zwłaszcza, że kiedy podjęty jest w kontekście dbania o swoje zdrowie, dobrą energię i aktywność fizyczną. Sprzyjają mu też czasy i otaczająca nas kultura sukcesu. Wystarczy wejść do pierwszej z brzegu księgarni, żeby być otoczonym przez książki namawiające nas do zmiany, krzyczące do nas chwytliwymi tytułami typu 10 sposobów na bycie lepszym, ładniejszym i ogólnie lepszym od innych. Podobny wydźwięk mają popularne, poranne programy telewizyjne. Całość okraszona jest coraz większą ilością konferencji o wspólnym mianowniku „i Ty możesz być lepszą wersją siebie”.

Paradoks kulturowy

Skąd zatem taki problem z przełamaniem się i przysłowiowym ruszeniem 4 liter do działania? Powodów pewnie jest wiele. Na początek, chcę zwrócić uwagę na pewien paradoks czasów, w których żyjemy. Skoro na każdym kroku jesteśmy zachęcania do działania, aktywności i osiągania coraz to większych celów, sprawdźmy czy jesteśmy do tego przygotowani. W jakich czasach i w jakim środowisku się wychowywaliśmy i kształtowaliśmy. Która z mądrości naszego narodu predysponuje nas do tej walki o swoje lepsze ja? „Żeby kózka nie skakała…”? Chyba nie bardzo. Może „pokorne ciele dwie matki ssie”? Też nie. A może moje ulubione – najlepiej być w środku, bo pierwszych zawsze leją po łbie, a ostatnich gryzą psy? Jak zatem mieć lekkość we wchodzeniu w nowe, w podejmowaniu wyzwań i w wychodzeniu ze strefy komfortu z takim bagażem mądrości na grzbiecie?

Zrozumieć, aby zmienić

Nie od dziś wiadomo, że kluczem do zwycięstwa jest dobre zrozumienie przeciwnika. Zanim więc rzucimy się do heroicznych prób opuszczenia własnej strefy komfortu, może warto ją dobrze poznać i zrozumieć? To trochę tak ja z wygodnym fotelem, który otula i daje poczucie bezpieczeństwa w jesienny wieczór. Z jednej strony kusi obietnicą odpoczynku po ciężkim dniu pracy. Z drugiej przytrzymuje i ciężko z niego wstać, kiedy już wygodnie zapadnie się w miękki plusz. Wszystkiemu winne jest siedzisko i wygodne oparcie. Pierwszy z tych elementów stanowi podstawę. Zbudowany jest z naszych przekonań i naszej wiary w to, co możliwe, a co zdecydowanie nieosiągalne. Przekonania te wynosimy z domu rodzinnego, ze szkoły, ze wspomnianych wcześniej mądrości narodowych. Kolekcjonujemy w pracy i podczas wszystkich, udanych i nieudanych, prób zmienienia swojego życia. Każdy nieudany zryw ku lepszemu jest kolejna warstwą miękkiego, otulającego pluszu w naszym fotelu. Po co w końcu z niego wstawać, skoro już kiedyś się spróbowało i nic dobrego z tego nie wyszło?

Samo siedzisko nie byłoby jednak wystarczająco wygodne. W końcu niektóre przekonania, wiecznie odkładane postanowienia i dawne porażki potrafią mocno uwierać. Z pomocą na szczęście przychodzi oparcie. Jego konstrukcję stanowi mechanizm samousprawiedliwienia. Nasz umysł ma jedno zadanie. Zabezpieczyć nas przed wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwami i trudnościami. I jest w tym niebywale sprawny. Potrafi, zaprzęgając do pracy wspomniany mechanizm, zracjonalizować, wyjaśnić, a często zwalić na innych, wszystko co nas uwiera. To właśnie dzięki temu, fotel jest tak stabilny i wygodny. To dlatego tak kusi i mami. W nim wszystko jest proste. Mało tego, to jedyne na świecie perpetuum mobile – im dłużej w nim siedzimy, tym nam lepiej. A im nam lepiej, tym dłużej w nim siedzimy.

Pierwszy krok

Jak zatem wstać z wygodnego fotela? Po pierwsze, wyprostować się. Przesunąć się bliżej brzegu i odkleić od usprawiedliwiającego wszytko oparcia. Po drugie, z tej nowej perspektywy, uczciwie i dokładnie obejrzeć całą konstrukcję. Przejrzeć własne przekonania, nawyki i utarte strategie działania. Sprawdzić, które z nich są nadal aktualne, a które na skutek zebranych doświadczeń, zdobytych umiejętności czy sił, już dawno straciły na ważności. A potem zdecydować, czy więcej dla siebie zyskam siedząc i oglądając życie z perspektywy fotela czy wstaję, żeby doświadczyć czegoś nowego. Fotel i tak zostanie. Jest nasz i jest ważny. Każdy przecież musi kiedyś odpocząć. Pytanie tylko jaka będzie dla Ciebie najlepsza proporcja między aktywnością, a odpoczynkiem?

Tekst napisany dla TriathlonEnergy

foto: maciek (cichefotki.pl)

 

Tagi:

Trackback from your site.

Zostaw komentarz