O ludzkiej głupocie. Mojej głupocie. Z dystansem.

Mam taką dyżurną opowieść o linii produkcyjnej kremu Nivea. To takie przemyślenia na temat podobieństw robotów i ludzi oparte o moje pierwotne wykształcenie (Automatyka i Robotyka), wizytę w poznańskiej fabryce Nivea i ponad 10 lat pracy z ludźmi w obszarze zmiany własnej i organizacyjnej. Samej opowieści nie będę tu przytaczał, bo może spotkamy się kiedyś na warsztacie Działanie w Zmianie, kiedy to pojawia się ona w pełnej krasie. Mało tego. Pojawiają się też kremy Nivea jako nagroda dla tych, którzy najwytrwalej bronią swoich wytartych schematów działania i nawyków. Są wśród nich tacy, którzy z warsztatu wychodzą za zapasem kosmetyków na cały rok! Także warto 🙂

Zmiana  czyli nasz codzienność

O zmianie napisano już wiele. I trudno się dziwić, w końcu to poniekąd znak naszych czasów. Zarówno zmiana biznesowa jak i ta osobista. Im więcej się nią zajmuję, tym więcej widzę potrzeby pracy u podstaw – we wspomnianym obszarze nawyków i automatyzmów działania. Całość, obrazowo i naukowo, przedstawia w książce pt. „Siła Nawyku” Charles Duhigg, a do łatwego (i atrakcyjnego) w zastosowaniu narzędzia sprowadza Jadwiga Korzeniewska w książce „Ograć Nawyki”. Obie pozycje serdecznie polecam. Sam chcę skupić się jednak na innej kwestii, wprost w tytule nazwanej: GŁUPOCIE.

Aby się zmienić trzeba…

Chcieć. To wiadomo. Albo musieć, to też potężny motywator. Owszem, na poziomie lingwistyki często pokazuje się przewagę słowa chcieć nad musieć, nie zmienia to faktu, że jedni chcą, a drudzy muszą. Każdemu na miarę potrzeb, charakteru, doświadczeń i aktualnych uwarunkowań środowiskowych.

Mieć cel i plan. To się chyba rozumie samo przez się. Cel ma motywować. I tu znowu, jednych będą motywowały korzyści, innych uniknięcie konsekwencji. Jedno dobra, a drugie… też dobre. Nie ma co przesadzać z tym kultem języka korzyści. Jak mawiał klasyk „praw natury pan nie zmienisz…*” i są tacy, na których ta cała papka korzyści i wizji nie działa. Co innego groźba konsekwencji.

Jak już jest cel pozostaje zaplanować kroki. Najlepiej małe. Takie niby nic, ale do przodu. Zawsze do przodu. Jak niemiecka armia, która nigdy nie wycofywała się, co najwyżej czasem musiała się przegrupować.

Być konsekwentnym. Zwyczajowo tu leży pies pogrzebany. Albo nie pies, tylko zmiana. O tym też już było dużo, więc wszyscy wiemy o co chodzi. I im bardziej wiemy, tym ciężej czasem to zrobić. A presja rośnie. Własna i otoczenia. I tak powstaje autodestrukcyjne perpetuum mobile.

Czemu to nie działa?

Nie jest moim celem bagatelizowanie problemu (czy też, żeby było poprawnie politycznie – wyzwania). Nie chcę też deprecjonować chęci, wizji, planowania i konsekwencji. To ważne elementy. Tak ważne, że aż poważne. Czasem wręcz śmiertelnie poważne. A jak coś jest śmiertelnie poważne, to lepiej tego nie ruszać. Skąd wiem? Bo sam to sobie robię! Ot choćby z bieganiem.  Z rytmu i biegowego towarzystwa wypadłem 2 lata temu. Przyczyną była (i jest) kontuzja. Przyczyną albo wytłumaczeniem. Tak czy inaczej, co jakiś czas dokonuję heroicznej próby powrotu do tej formy aktywności. Mam cel, plan i wstępną konsekwencję. A potem pojawia się niezawodny czynnik ludzki. Mój własny. Porównywanie się z innymi, analiza tych pieprzonych zapisów z Endomondo i innych aplikacji dla sportowych ekshibicjonistów. I myśli jak muchy natrętne – jestem słabszy, wolniejszy, przebiegam krótsze dystanse niż Ci, z którymi niedawno biegałem ramię w ramię. I tak jest w wielu dziedzinach życia. Porównujemy się, sprawdzamy co nam wypada, wstydzimy się wystawić na pośmiewisko (oczywiście zakładając, że wszyscy będą akurat na nas patrzyli). Przecież to głupie! Tak, wiem, nie powinno się oceniać i używać słowa głupie. Tyle tylko, że to jest GŁUPIE!

Z dystansem

Po takim wywodzie ja sam, pierwszy, najchętniej zapytałbym autora: „jak jesteś taki cwany to lepiej powiedz jak sobie z tym poradzić?”. Z perspektywy czasu i doświadczeń najbardziej pasują mi tu słowa pewnego złotoustego skoczka narciarskiego:  trzeba mieć „luz w dupie” i robić swoje. A tłumacząc z piotrożyłowego na nasze: warto popracować nad dystansem do siebie. Nie do celu, planu czy otoczenia. NAD DYSTANSEM DO SAMEGO SIEBIE.

Żeby ten tekst zebrać w całość i spointować mądrym cytatem przywołam pewną ważną dla mnie myśl –  „nie musisz być idealny, ważne żebyś był wyjątkowy”**.  Wyjątkowy na swój sposób, swoich warunkach i w swoich oczach. I z dystansem do siebie!

PS. Tekst urodził się pod prysznicem, po porannym bieganiu, co tłumaczy ewentualne wodolejstwo 😉

*) Jan Kobuszewski jako Pan Majster w cudownym skeczu Kabaretu Dudek „Ucz się Jasiu”

**) Seth Goodin „Wielkie Muuu”

foto: maciek (cichefotki.pl)

Trackback from your site.